Kim jest kard. ryś
CZY KARD. RYSIA PRAWI HEREZJE?
Nasz „bohater” nie spadł nam z nieba. Raczej swoje ucho przystawia w zupełnie innym miejscu. To co już wielokrotnie mogliśmy usłyszeć z jego ust to nie tylko nieustannie powtarzający się potok nowinek teologicznych, ale wręcz błędy i herezje przyprawiające wierny lud o niebywałe zgorszenie, a co zatem idzie o osłabienie lub wręcz utratę ich wiary. Jego działalność jest tym bardziej niebezpieczna, ponieważ promieniuje z tak wysokiego stanowiska. Skąd jednak biorą się tak śmiałe, rzec by można wręcz, że bluźniercze tezy, które z wielkim przekonaniem o ich prawdziwości, i bez refleksji wobec następstw swoich działań, wygłasza?
Kardynał Ryś jest z jednej strony ojcem ogromnego spustoszenia jakie po sobie zostawia, gdziekolwiek by nie przemawiał, a z drugiej, co jest zaskakującym paradoksem, nie można mu odmówić, że jest dzieckiem II Soboru Watykańskiego, z pełnymi, aż do granic absurdu, a nawet szaleństwa, tego konsekwencjami. Wiele powtarzanych przez niego tez zostało podstępem wprowadzonych do nauczania Kościoła katolickiego, w wyniku rewolucji jaka dokonała się na tymże soborze. On jest wyłącznie produktem. Chodzi niczym odpowiednio nakręcony zegar, choć wybija tylko jedną godzinę. Jest nią godzina ekumenizmu i to z piekła rodem.
Punktem wyjścia dla wszystkich jego twierdzeń jest rzecz jasna dokument Nostra Aetate, a dokładnie pkt 4 tej deklaracji: „A choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym. Chociaż Kościół jest nowym Ludem Bożym, nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie Pisma świętego”.
Każdy zdrowo myślący człowiek, który zna działalność kardynała Rysia, wie że tak naprawdę jest wilkiem w owczej skórze, a nie pasterzem troszczącym się o swoje owce. Człowiek ten z uporem maniaka promuje chociażby tzw. Dni Judaizmu w Kościele katolickim. Jest wręcz niestrudzonym ambasadorem tego wydarzenia i jego największym apologetą, co niestety poczytuje sobie za honor. Niestety, ale jak kogoś Pan Bóg chce pokarać to odbiera mu rozum.
Z powodzeniem mógłby zostać ogłoszony naczelnym rabinem kraju. W swoich wystąpieniach publicznych powoływał się np. na wykładnię rabinów na temat interpretacji Pisma Świętego. Co więcej twierdził, że naszą wiarę dzielimy wręcz ze współczesnymi żydami. Być może jego wiara pokrywa się z tym w co wierzą wyznawcy judaizmu talmudycznego. Podczas jednego z tzw. Dni Judaizmu pozwolono bowiem zabrać głos rabinowi, który negował Bóstwo Chrystusa i zachęcał do myślenia o nim, jak o zwykłym człowieku. Kardynał rzecz jasna wówczas milczał. Natomiast nie brakło mu odwagi, aby pochwalić się publicznie, że wielu rzeczy w sprawach wiary uczył się u rabina. Bliżej mu chyba zatem do bycia rabinem, niż katolickim duchownym.
Do tego jego autorytet w sprawach żydowskich zaćmił blask gwiazdy samego rabina Schudricha. Uchodzi bowiem za największego eksperta od judaizmu działającego z ramienia Kościoła. Ponadto równie dobrze jak w kościele czuje się w synagodze, a nawet zachęca do tego, aby katolicy je odwiedzali. Czyż głos rabinów miałby taki wpływ na wiernych i na to gdzie postawią swoje kroki w sobotnie, przepraszam, szabasowe popołudnie? Wzrok ma jednak słaby, bo nie dostrzega tego, że żydzi pod nosem śmieją się z niego, zapewne dlatego, że wiernie spełnia ich wolę i osłabia instytucję na straży, której powinien stać. Jest ucieleśnieniem najskrytszych pragnień żydowskich, to niemal goj doskonały, mityczny praski golem Jehudy Löwa ben Becalela. Posiada bowiem wysokie stanowisko, z wielkim uporem broni sprawy żydowskiej i praktycznie nie posiada własnego zdania, bo to co mówi jest wyłącznie kalką tego, co żydzi powiedzieli jako pierwsi. Ci pozwalają sobie, nawet w jego towarzystwie, na łajanie go, co ten, jako dobry uczeń przebywający w szkole rabinów, przyjmuje pokornym potakiwaniem głową. Jego postawę można określić jako samoupodlenie i podeptanie autorytetu, który powinien reprezentować. Woli jednak deprawować powierzony sobie urząd za garść srebrników żydowskich pochwał. Jest, jak to mówi Pismo Święte, jak ten pies niezdolny do szczekania (Iz 56, 10). Woli się podlizywać złodziejowi, niż pilnować powierzonego sobie podwórka. Żydzi korzystają więc z tego i okładają go raz po raz kijami krytyki, które on odbiera jako swoiście rozumiany dialog.
Na połajankach jednak nie koniec. Kardynał Ryś daje im nieustannie zarówno platformę, jak i sposobność do mówienia swoich kłamstw. Zamiast reagować, stawać w obronie świętej wiary, on stwarza okoliczności, w których żydzi mogą opluwać Kościół. Z jego strony nie spotka ich bodaj jedno zdanie sprzeciwu, nawet gdy otwartym tekstem podważają dogmaty. Wówczas siedzi i potulnie milczy. Żydzi dążąc do tego, aby ich autorytet przewyższył znaczenie Kościoła, chętnie korzystają z jego przychylności. Niestety, ale przez takich hierarchów jak kardynał Ryś autorytet Kościoła topnieje, co jest na rękę tym, którzy podają się za spadkobierców mesjańskiej obietnicy.
W jego towarzystwie żydzi czują się nietykalni, mogą bowiem bez przeszkód i oponowania z jego strony szkalować Kościół i pielęgnować swoją urojoną zemstę za jego nauczanie w kwestii żydowskiej w ciągu ostatnich wieków. Publicznie wygłoszone wobec Kościoła oskarżenie, jakoby jego nauczanie stworzyło żyzną glebę dla nazizmu, nie doczekało się żadnej reakcji z jego strony. Co więcej to on sam, w jednej ze swoich książek, podsunął właśnie taką tezę żydom, za co został przez nich pochwalony. Wierzyć się nie chce, że to katolicki biskup jest autorem tej obelgi, ale tak właśnie jest.
Kardynał Ryś nie ma chyba zbyt wiele wolnego czasu, ponieważ nieustannie promuje współczesny judaizm talmudyczny, ze wszystkich swoich sił, z całego serca i z całej duszy, w ramach tzw. Dni Judaizmu. W jego mniemaniu mamy chyba traktować ich jako co najmniej równorzędną religię, a nawet ważniejszą od katolickiej. Sensem istnienia współczesnego judaizmu jest jednak grzech bogobójstwa. Jak katolik może w ogóle pomyśleć zatem o tym, aby oddawać cześć fałszywej religii, która bazuje nie tylko na odrzuceniu Chrystusa, ale również na zabiciu Go? Ci, którzy dzisiaj nazywają się żydami, nie są nimi, a istnieją tylko dlatego, że z jednej strony przypominają o swojej winie, a z drugiej są potwierdzeniem dla prawdziwości wiary katolickiej. Noszą swoje piętno niczym Kain po zabiciu swego brata Abla. Tutaj ich rola się kończy.
Kardynał Ryś nie jest wyłącznie heroldem narodu, który sam siebie uważa za Boga, ale ma także innych ulubieńców. Nagminnie promuje bowiem protestanckich liderów, w tym pastorów luterańskich i kalwinów, czy nawet mariawitów. Brał udział w nabożeństwach protestanckich i chętnie odwiedza ich zbory, a nawet uczestniczył w synodzie luteran, choć jak sam podkreśla, na ich zaproszenie, co oczywiście nie zmienia faktu, że jest to niebywale gorszące. O ich obrzędach wypowiadał się, że „są godne szacunku”, a nawet „święte”, no bo dlaczego nie, skoro sam Jan Paweł II ofiarował naczynia liturgiczne dla zboru ewangelickiego w Skoczowie. Podąża więc za „wielkim” soborowym papieżem. Zestawiając jednak ich obrzędy z techno-mszą kardynała Rysia, to faktycznie jawią się one jako coś bardziej przyzwoitego. Nie jest to jednak nic nadzwyczajnego, ponieważ niewiele rzeczy może wypaść gorzej niż Msza ogłoszona znienacka na techno imprezie.
Warto przypomnieć, że swojego czasu Ryś pozwolił przemawiać kalwińskiemu pastorowi w archikatedrze w Łodzi, który to w sposób samozwańczy tytułował się biskupem. Oczywiście kardynał Ryś stosował wobec tego heretyka tytulaturę zgodną z jego oczekiwaniami, czyli nazywał go biskupem, choć ten nie posiadał święceń biskupich. No, ale co tam. Skoro Ryś może być rabinem, to heretyk może być biskupem. Kalwin ten, przez nikogo nie niepokojony głosił wówczas rzeczy sprzeczne z wiarą katolicką, obrażając nie tylko zdrowy rozsądek, ale również przecząc katolickiej wierze. Post factum kardynał Ryś ubolewał nad tym, że są biedni, on i ten kalwiński pastor, bo wylała się na nich za to fala hejtu, a przecież można się od protestantów „wiele nauczyć” i warto ich słuchać. O wierze protestanckiej twierdzi, że rzecz jasna zasługuje na szacunek.
Ponadto bronił potępionych tez Lutra, używając wobec nich twierdzeń takich jak „taka piękna teza”, czy „bardzo poruszająca” teza. Rozwodził się nad nimi jakie to one są doniosłe. Cieszył się przy tym wręcz z tego, że kiedyś był ktoś taki jak Luter, bo „wykrzyczał na cały głos, ten postulat, żeby słowo Boga, żeby Ewangelia znalazły dla siebie właściwe miejsce, w duszpasterstwie, w życiu Kościoła”. Ryś do tego stopnia broni Lutra, że niemal bliski jest temu, aby powiedzieć, że ten bandyta działał z natchnienia Bożego. Być może ludzie Kościoła w minionych wiekach nie byli tak światli jak Ryś, co dostrzegł wielką mądrość Lutra i jeszcze większą krzywdę, która go spotkała. Kardynał jednoznacznie stawia siebie samego po stronie heretyków, no bo jak inaczej nazwać to, że sprzeciwia się papieskiemu potępieniu wobec Lutra. Przy tym wszystkim kardynał Ryś szczycił się jeszcze, że podtykał pisma Lutra klerykom, żeby mogli je studiować. Odpowiedzialny jest zatem nie tylko za zgorszenie wśród wiernych, ale również za niszczenie lub co najmniej wypaczenie wiary przyszłych księży.
Na tym jednak nie koniec. Ryś uważa, odwołując się do Wspólnej Deklaracji w Sprawie Nauki o Usprawiedliwieniu z 1999 r., podpisanej między modernistami, a pewnymi odłamami luterańskimi, że potępienia Soboru Trydenckiego wobec poglądów luteran wynikały z tego, że Kościół źle zrozumiał ich twierdzenia. Tym samym część ich poglądów miałaby rzekomo nie zostać potępiona. Ryś stawia się, oczywiście podpierając się tą nic nie wartą deklaracją, ponad orzeczeniami Soboru Trydenckiego. Ciekawe jest to, że II Sobór Watykański jest złotym cielcem kardynała Rysia i jemu podobnych, ale już Soborem Trydenckim można wytrzeć podłogę. Ten pogubiony hierarcha twierdzi, że nieporozumienie wzięło się stąd, że katolicy wmówili „drugiej stronie w co wierzy” zamiast „zapytać i posłuchać”. Przecież nikt nikomu niczego nie wmawiał. Luter sam zawarł swoje poglądy w pismach, które rozpowszechniał. Nikt do pisania tych pism go nie zmuszał. Kościół nie musiał się więc domyślać się tego, w co wierzy luter i jego poplecznicy. To poważne nadużycie z jego strony, nie pierwsze z resztą. Dziwi jednak to, że z wykształcenia jest mediewistą, czyli teoretycznie specjalizuje się w średniowieczu i takie rzeczy wiedzieć po prostu musi. Być może jest dyletantem, być może dopuszcza się manipulacji, ale jedno jest pewne, mianowicie to, że tkwi w błędzie dopominając się rehabilitacji Lutra. Jak inaczej niby można określić stanowisko Rysia, który uważa, że papież być może się mylił potępiając tego herezjarchę? Kto ma rację w tym sporze? Pewne jest jeszcze jedno – Ryś jest zdrajcą. Zdradził wiarę i Chrystusa podważając dokumenty Kościoła potępiające Lutra.
Jak widać z wielkim zacięciem promuje błędnowierstwo i indyferentyzm religijny (zobojętnienie w sprawach wiary), w imię tego, że przecież każda religia jest dobra, a w zasadzie wszyscy heretycy to jedna wielka kochająca się rodzina. Jest Lutrzyk, jest Kalwin, jest miejsce dla poganina, bo każda dziewczyna kocha swojego rabina, parafrazując utwór zespołu Bayer Full. Wszyscy oni kochają bowiem kłamstwo, herezję i błąd – to ich łączy. Gdyby jednak Ryś nie podnosił tego do rangi nauczania, równorzędnego z katolicką doktryną, to może i dałoby się spojrzeć na niego ciut łaskawszym okiem. Gdy jednak pojawia się już cień nadziei, wówczas niestrudzony piewca błędu znów wpada w objęcia Lutra i mówi, że może sobie wyobrazić Kościół bez celibatu, bo celibat stał się znakiem, który „przestał być rozumiany i akceptowany”. Cóż, Luter wszak porzucił stan duchowny i związał się z upadłą zakonnicą. Kardynał Ryś czerpie więc z najlepszych wzorców, bo przecież „Gdy chodzi o rozumienie prawd moralnych, każdy może mieć inne. W tej kwestii różnorodność jest możliwa”, jak to powiedział w jednym z wywiadów dla Gazety Wyborczej.
Ciekawe jest to, że kardynał Ryś i jemu podobni, czyli ci, którzy najgłośniej krzyczą o posłuszeństwie, nie mogą wyczerpać oceanu komplementów pod adresem największego buntownika w dziejach człowieka, czyli Lutra. Kardynał chwalił się swojego czasu, że czytał jego pisma, choć według zaleceń Leona X powinien je zniszczyć, a każdy kto zlekceważy jego polecenie będzie miał naprawdę poważne problemy, żeby przedostać się tą wąziutką bramę do nieba. Napisał bowiem Leon X w Exsurge Domine tak: „Zakazujemy wszystkim razem i każdemu z osobna wiernym, płci obojga, mocą świętego posłuszeństwa i pod groźbą wymienionych powyżej kar, które będą wiązały mocą samego prawa: czytania, posiadania, głoszenia, pochwalania, drukowania, publikowania albo bronienia tych pism. Popadną oni w te kary, jeżeli odważą się popierać te pisma w jakikolwiek sposób, czy to osobiście, czy też za pośrednictwem innej osoby lub innych osób, wprost albo pośrednio, po cichu albo dobitnie, publicznie albo w ukryciu, czy to we własnych domach, czy też w innych miejscach, publicznych albo prywatnych”. Papież rzecz jasna nie wymienia duchowieństwa, bo było to wówczas czymś nie do pomyślenia, że pod te paragrafy podpadnie kardynał Kościoła katolickiego.
Czy można go jednak za to winić skoro Jan Paweł II przetarł jako pierwszy te błędnowiercze ścieżki? Przypomnę, że 10 listopada 1983 r. pisząc „Do mojego Czcigodnego Brata Kardynała Jana Willebrandsa Przewodniczącego Sekretariatu Jedności Chrześcijan”, gdy przypadała 500 rocznica urodzin Marcina Lutra w Eisleben, pisał o nim, że „Nasz świat dziś jeszcze doświadcza jego wielkiego wpływu na historię (…) Dlatego to wybitne osobistości i instytucje luterańskiego chrześcijaństwa wypowiedziały się za tym, by rok poświęcony pamięci Lutra ukształtować w duchu prawdziwie ekumenicznym oraz by ukazać Marcina Lutra w taki sposób, aby służyło to sprawie jedności chrześcijaństwa” i dalej „Istotnie, naukowe badania uczonych, tak ewangelickich, jak i katolickich, badania, w których już osiągnięto znaczną zbieżność poglądów”. Ważniejsze zatem od prawdy jest to, żeby ukazać coś w jakiś sposób, aby stworzyć wspólny, choć fałszywy, a zatem i nietrwały, bo oparty na kłamstwie, grunt dla jedności chrześcijaństwa. Nie chodzi o zgodność z rzeczywistością, z faktami, ale o ukazanie Lutra i jego buntu w jakiś konkretny, okrojony i zamierzony sposób. Czy godzi się takie rzeczy pisać papieżowi? Czyż nie wie, że jedyna „jedność chrześcijaństwa” możliwa jest wyłącznie w Kościele katolickim?
Na tym nie koniec. Jan Paweł II pisze jeszcze o „spuściźnie Lutra”, zupełnie tak jakbyśmy mieli być mu za coś wdzięczni. Być może czymś takim jest chaos jaki wywołał w ówczesnej Europie, a o którym sami protestanci piszą, że „ruch reformacyjny zaczął rozchodzić się w różnych kierunkach bez kontroli ze strony Lutra”. A może chodziło o ogromną rzeszę zatraconych dusz, która została pociągnięta jego złym przykładem? Nic bardziej mylnego. Ludzie poszli za nim, bo jak twierdzi papież-Polak przekonać ich mogła „głęboka religijność Lutra, którą powodowany stawiał z gorącą namiętnością pytania na temat wiecznego zbawienia”. Papież nie mógł się go wręcz nachwalić i dlatego nadał mu przydomek „Reformator”. Nie trzeba przecierać oczu, to niestety prawda. Szkoda, że nie nazwał go „Wielkim Reformatorem”. Jak szaleć to na całego. Można tu dostrzec wyraźną analogię do Arystotelesa, którego tytułuje się przecież Filozofem. Jeden jest Filozofem, inny Reformatorem, a ten ostatni po prostu szkodnikiem.
Fragmenty Listu KEP, które budzą słuszne oburzenie:
- „Jednym z takich śmiertelnych deficytów miłości, był (i niestety ciągle jeszcze pozostaje) ANTYSEMITYZM” – w oryginale słowo „antysemityzm” napisano w ten sposób
- „Jan Paweł II wszedł do rzymskiej synagogi w uroczystej procesji przy śpiewie psalmu 150: „Alleluja! Chwalcie Boga w Jego świątyni (…)”
- „Religia żydowska nie jest dla naszej religii zewnętrzna, lecz w pewien sposób wewnętrzna”
- „Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi”
- A konieczność odczytywania nauki Jezusa i Jego uczniów „w perspektywie żydowskiej
- Oni bowiem, według świadectwa Apostoła, nie ukrzyżowaliby Pana chwały (1 Kor 2,8), gdyby Go poznali
- Przez ponad półtora tysiąca lat treści te, obecne w katolickim nauczaniu i błędnej interpretacji Pisma Świętego
- Żydzi są nadal umiłowani przez Boga, który wezwał ich nieodwołalnym powołaniem.
- Zainspirowana soborową deklaracją refleksja Kościoła ukazuje coraz wyraźniej więzi łączące Żydów i chrześcijan.
- W tym roku zarówno wyznawcy Judaizmu, jak i chrześcijanie świętują Paschę w tym samym czasie.
- Św. Jan Paweł II podkreślał, że te „korzenie należy jeszcze głębiej poznać; szczególnie muszą je lepiej poznać i docenić wierni”, ponieważ „wzięcie pod uwagę wiary i życia religijnego narodu żydowskiego, tak jak są one wyznawane i przeżywane współcześnie”
- Podążając śladem św. Jana Pawła II, odwiedźmy 13 kwietnia synagogę.
- spotkajmy się z żydowskimi siostrami i braćmi.
- Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia
List Konferencji Episkopatu Polski
z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej
Jednym z takich śmiertelnych deficytów miłości, był (i niestety ciągle jeszcze pozostaje) ANTYSEMITYZM. Ale i z tej „śmierci” wyprowadził (i wyprowadza) nas Pan – szczególnie w ciągu ostatnich 60 lat – dzięki wydarzeniom, które czujemy się zobowiązani wszystkim nam przypomnieć.
- Największym grzechem nie jest aborcja, eutanazja, największym problemem nie jest profanacja świątyń katolickich w Polsce i prześladowanie chrześcijan tylko antysemityzm
- South Asian Digest on Instagram
- na południu Libanu żydzi likwidują chrześcijan,
- Izrael zabronił chrześcijanom wstępu do Bazyliki Grobu Pańskiego a ty jęczysz o Ukraińcach „źle traktowanych”?
- Atak na iran
- Czyszczenie gazy z Palestyńczyków muzułmanów jak i chrześcijan
Tamtego wiosennego wieczoru, po serdecznym wzajemnym uścisku z głównym rabinem Rzymu Elio Toaffa, św. Jan Paweł II wszedł do rzymskiej synagogi w uroczystej procesji przy śpiewie psalmu 150: „Alleluja! Chwalcie Boga w Jego świątyni, chwalcie Go na firmamencie, gdzie jaśnieje moc Jego!”. „Od dawna myślałem o tej wizycie…” – wyznał papież, witając się z żydowską wspólnotą.
- Mitologizacja wydarzenia Tamtego wiosennego wieczoru 40 lat temu JPII przekroczył próg synagogi
- Udział Jana Pawła II w promocji antysemityzmu
Miało ono miejsce dwadzieścia lat wcześniej. 28 października 1965 r. Sobór Watykański II przyjął deklarację „Nostra aetate” („W naszych czasach”), mówiącą o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich.
- Powoływanie się na nie mający umocowania w piśmie świętym czy w tradycji dokument Nostra aetate – Gregory Baum i nawet w tym dokumencie nie ma nic o starszych braciach w w wierze i narodzie wybranym
„Po pierwsze, Kościół Chrystusowy odkrywa swoją więź z judaizmem, wgłębiając się we własną tajemnicę.
- Mamy odkrywać judaizm na nowo bo kolejni papieże tak mówili i wymienili jednego Franciszka
- Zdjąć odpowiedzialność z żydów za śmierć Jezusa jakby ich tam nie było
- Ewangelii według św. Mateusza (Mt 27, 25), „Krew Jego na nas i na dzieci nasze”
- Wykorzystywanie Soboru trydenckiego tylko wtedy kiedy to pasuje bo rzeczywiście tak ojcowie kościoła orzekli że to przez wszystkim wszyscy grzesznicy są odpowiedzialni a głównie świadomi chrześcijanie którzy znają Jezusa a grzeszą
Przez ponad półtora tysiąca lat treści te, obecne w katolickim nauczaniu i błędnej interpretacji Pisma Świętego, kształtowały postawy chrześcijan, przyczyniając się do nienawiści, prześladowań i manifestacji antysemityzmu. Powinniśmy pamiętać, że Kościół katolicki stwierdza dziś jednoznacznie: Żydzi są nadal umiłowani przez Boga, który wezwał ich nieodwołalnym powołaniem. Bóg bowiem, wierny swym obietnicom, nie odwołał Pierwszego Przymierza. Izrael pozostaje nadal narodem wybranym.
- Przez 1500 lat KK nauczał błędnie o żydach przyczyniając się tym samy do wzrostu antysemityzmu na świecie !!
- jeśli KK mylił się w tej sprawie to może mylił się również w innych sprawach
Zainspirowana soborową deklaracją refleksja Kościoła ukazuje coraz wyraźniej więzi łączące Żydów i chrześcijan. Są nimi szczególnie: cześć dla Słowa Bożego, modlitwa i liturgia, a także mesjańska nadzieja przyszłości. Bo „gdy lud Boży Starego i Nowego Przymierza rozważa przyszłość, zmierza on – nawet jeśli wychodzi z dwu różnych punktów widzenia – ku analogicznym celom: przybyciu lub powrotowi Mesjasza”. Nawiązując do wspólnej nadziei eschatologicznej, św. Jan Paweł II powiedział: „Przymierze Nowe odnajduje w Starym swoje korzenie. O ile zaś Stare może odnaleźć w Nowym swe spełnienie, to jest oczywiście sprawą Ducha Świętego. My, ludzie, staramy się temu tylko nie przeszkadzać.”
W tym roku zarówno wyznawcy Judaizmu, jak i chrześcijanie świętują Paschę w tym samym czasie. To okazja, by przypomnieć sobie o żydowskich korzeniach chrześcijańskiej liturgii.
Św. Jan Paweł II podkreślał, że te „korzenie należy jeszcze głębiej poznać; szczególnie muszą je lepiej poznać i docenić wierni”, ponieważ „wzięcie pod uwagę wiary i życia religijnego narodu żydowskiego, tak jak są one wyznawane i przeżywane współcześnie”, może nam pomóc w lepszym zrozumieniu życia Kościoła.
Podążając śladem św. Jana Pawła II, odwiedźmy 13 kwietnia synagogę. Wspomnijmy mężczyzn i kobiety, których modlitwami przez wieki nasiąkały mury bożnic. A tam, gdzie jest to możliwe, spotkajmy się z żydowskimi siostrami i braćmi. Pamiętając, że zawsze modlimy się za nich w liturgii wielkopiątkowej, prosząc Boga, aby lud, który On jako pierwszy nabył na własność, „wzrastał w wierności Jego przymierzu” i mógł „osiągnąć pełnię odkupienia”. Bo „nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą”.
Niech nas wspiera swoją modlitwą Maryja, Matka naszego Pana, „Wybrana Córka Izraela”.
- Czekamy na wspólnego mesjasza ??
- Wspólne świętowanie paschy w tym roku
- Duch święty jakość to wszystko załatwi?
- Odwieźmy synagogę!!!
- Pomódlmy się w trakcie liturgii wielkopiątkowej Módlmy się i za Żydów wiarołomnych: niech Bóg i Pan nasz zdejmuje zasłonę z ich serca, aby i oni poznali Jezusa Chrystusa Pana naszego”.
Módlmy się za Żydów, do których najpierw Pan Bóg nasz przemówił, aby pomógł im wzrastać w miłości ku Niemu i w wierności Jego przymierzu
- Żydzi mają też udział w historii zbawienia nawet bez uznania Jezusa Chrystusa
- To wszystko ma nas prowadzić do syjonizmu chrześcijańskiego podległego Izraelowi
- Nasi pasterze stawiają się poza kościołem
- Zarzut jeśli nie zgadzasz się z treścią listu jesteś antysemita
- Brawa dla księży którzy nie odczytali listu
Pasterze Kościoła katolickiego w Polsce
obecni na 404. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski.
Warszawa, 12 marca 2026 roku
Za zgodność:
✠ Marek Marczak
Sekretarz Generalny
Konferencji Episkopatu Polski
https://youtu.be/xW40BFZycxc?si=0cokFzpn024rAFaP&t=44
W swoim komentarzu stwierdził, że darzy Jezusa szacunkiem jako „żydowskiego brata przestrzegającego Szabatu”, lecz nie uznaje jego boskości. Według rabina chrześcijanie reagują zbyt emocjonalnie, podczas gdy Izrael rzekomo darzy szacunkiem zarówno muzułmanów, jak i chrześcijan. Pokażę wam z jakim szacunkiem że ci odnoszą się do gojów Oglądajcie!
Zostań częścią społeczności: Subskrybuj kanał i kliknij dzwoneczek, aby nie przegapić kolejnych analiz!
Napisz w komentarzu: Czy wybierasz wygodę cyfrowego portfela, czy jesteś gotów na trudną wolność w obliczu nadchodzącego kryzysu?
Wesprzyj rozwój naszego kanału — dołącz do naszej społeczności
https://patronite.pl/Trudnobyckatolikiem
Wpłata na konto naszej Fundacji Filmowej Sensus Fidei:
ℹ️ Numer konta bankowego PKOBP 48 1020 1462 0000 7102 0484 8661
ℹ️ BIC SWIFT: BPKOPLPW.